Menu

Kiljan Halldórsson

BRUDNO W PIS Y -ŻYCIE, LITERATURA, MUZYKA, SKANDYNAWIA

Kjell Askildsen "Cudowne miejsce" (ciąg dalszy*)

kiljan.halldorsson

- Zamknąłeś drzwi?

- Nie.

- Nie mógłbyś ich zamknąć?

- Jak będziemy szli spać. Zawsze zamykaliśmy tuż przed pójściem na spoczynek.

- Ale dziś zróbmy wyjątek.

- Dlaczego?

Nie odpowiedziała. Wstał i wyszedł do sieni. Otworzył drzwi i spojrzał w górę na furtkę i las, a potem zamknął je i przekręcił zamek. Przystanął na kilka sekund w półmroku. Słyszał tylko swój oddech.

*

- Martin?

Wszedł do pokoju.

- Myślałam, że wyszedłeś.

Nic nie powiedział, tylko nabrał do ust sporą porcję wina. Spojrzała na zegarek.

- Chyba zaraz się położę - powiedziała.

- Tak, zrób to.

- A ty?

- Jeszcze nie. Przyjemnie tu posiedzieć i popatrzeć na fiord.

- Prawda? Prawda, że to cudowne miejsce?

- Owszem.

Spojrzał na nią.

- Patrzysz na mnie tak dziwnie.

- Tak myślisz?

Wzięła szklankę i dopiła resztę wina.

- Żałuję, że jestem taka zmęczona. To pewnie przez to świeże powietrze.

- Tak - powiedział. - Po prostu idź się położyć.

*

Spała. Zdjął ubranie i wsunął się pod kołdrę. Była odwrócona plecami. Po chwili położył dłoń na jej biodrze. Westchnęła cicho z niechęcią.

Pozwolił spoczywać swej ręce na jej biodrze. Miał wzwód. Przesunął dłoń nieco niżej. Jej ciało zadrżało gwałtownie jak rażone prądem. Przyciągnął rękę do siebie i odwrócił się na drugi bok.

*

Poszedł do samochodu po linkę. W drodze powrotnej przystanął przy furtce i rozejrzał się po okolicy. Podniósł z ziemi kamień i położył go na słupku. Wreszcie ruszył. Minął dom i poszedł na dół do szopy na łodzie. Leżała na przystani i czytała. Powiesił zwiniętą linkę tuż po okapem, a potem usiadł i opierając się o ścianę patrzył na fiord. Kilka minut później podszedł do niej. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.

- Czy nie jest cudownie?

- Gdzie?

- Tu.

- A tak, owszem.

- Nie wziąłeś drugiego materaca, żeby poleżeć na słońcu?

Nie odpowiedział. Popatrzył w górę na dom:

- Jaskółki jeszcze nie przyleciały.

- Teraz jest czas ich powrotu, mogą więc tu przybyć w każdej chwili.

- Jeśli w ogóle przylecą. 

- Przylecą na pewno. Zawsze przylatują. Kiedyś tato je dostrzegał, kiedy tylko przylatywały. Rok po roku wlatywały pod tę samą dachówkę.

- Tak, mówiłaś mi to już kiedyś.

- Swego czasu ludzie wierzyli, że kiedy jaskółki wybierały czyjś dom, by się w nim zagnieździć, przynosiły szczęście jego mieszkańcom.

- Tak.

Ruszył w górę, w stronę domu.

*

Siedział na leżaku pod jabłonią i patrzył na las. Nagle usłyszał jej głos. Wołała go głośno, tak jakby coś się stało. Podniósł się i zszedł na przystań. Stała odwrócona plecami do fiordu.

- Co jest?

Machała do niego ręką.

- Znów tam był, człowiek, na cyplu.

- I co z tego?

- Wołałam na ciebie, tak żeby wiedział, że nie jestem tu sama.

Popatrzył na nią.

- Boisz się, że tu przyjdzie i cię weźmie?

- Martin!

Nadal na nią patrzył, a w końcu odwrócił się i odszedł w kierunku domu.

*

Właśnie zjedli. Niebo po zachodniej stronie przysłoniły ciemne chmury i niskie słońce skryło się za nimi. Siedziała na sofie i czytała, on zaś stał przy oknie i obserwował fiord.

- Otworzę wino - powiedział.

- Dobrze.

Wziął swoją szklankę i usiadł na krześle przy oknie.

- Widzę, że naprawdę lubisz tam siedzieć - zauważyła.

- Tak.

Czytała dalej. Po chwili spojrzała znad książki:

- Opuściłeś flagę?

- Tak.

- Na pewno?

- Nie.

- To dlaczego powiedziałeś, że tak?

Nie udzielił odpowiedzi. Po chwili zaś oznajmił:

- Jutro pojadę do miasta i kupię proporzec.

- O nie, tylko nie proporzec. To jest takie... Nigdy nie mieliśmy proporca.

Milczał.

Odłożyła książkę, wstała i wyszła do kuchni. Słyszał, jak otworzyła, a potem zamknęła drzwi wejściowe. Zapanował spokój. Wychylił szklankę i podszedł do stołu, by znów napełnić ją winem, po czym usiadł i dalej patrzył na fiord. Po chwili wróciła. Usłyszał hałas wysuwanej i wsuwanej szuflady. Weszła do pokoju i usiadła na sofie.

- Skål.

- Skål.

Wypili.

- Zdjęłam flagę. Przykro mi, jeśli myślisz, iż sądziłam, że to jest twoje zadanie.

Milczał.

- Zawsze to wcześniej robiłeś. Nie wiedziałam, że masz coś przeciwko temu.

Milczał.

- Wiedz, że nie robiłam tego nigdy wcześniej. Zawsze robił to tato. A potem ty. Nigdy nie byłam tutaj sama.

- Nie, wiem o tym.

*

ciąg dalszy poniżej

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • ernest_pinch

    Dające do myslenia. Najlepiej w samotnosci.

© Kiljan Halldórsson
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci