Menu

Kiljan Halldórsson

BRUDNO W PIS Y -ŻYCIE, LITERATURA, MUZYKA, SKANDYNAWIA

Kjell Askildsen "Cudowne miejsce"

kiljan.halldorsson

przekład z norweskiego Kiljan Halldórsson

- Nie jedziesz trochę za szybko?

- Nie - odpowiedział.

Chwilę potem zjechał z głównej szosy na wąską i krętą drogę wiodącą w dół nad fiord.

- Zazieleniło się.

- Tak.

- Droga jest jakby węższa - powiedziała.

- Nie jadę szybko.

Zauważyła, iż ma poczucie, że nie wszystko jest takie jak być powinno. Zawsze to robiła, ilekroć dojeżdżali do letniego domu i wielkiego dębu, pod którym zwykli zostawiać samochód. Nic nie odpowiedział. "Kiedyś może będzie miała w końcu rację"- pomyślał tylko.

Zaparkował samochód. Pomógł jej założyć plecak.

- Idź już - powiedział.

- Zaczekam na ciebie.

- Dogonię cię.

Dołączył do niej w połowie stromej, zarośniętej drogi. Stała tam i czekała na niego.

- Jest ciężki? - zapytał.

- Nie - odrzekła.

Poszli dalej. Po kilku minutach ich oczom ukazał się stojący poniżej dom. Zwolnił; ostatnie metry zwykła pokonywać pierwsza.

Popchnęła furtkę.

- Ktoś tu był - zauważyła.

- Co?

- Zostawiłam kamień na słupku. A teraz go nie ma.

- Tak, tak - powiedział. - Musiał go ktoś zabrać. Było w nim coś szczególnego?

- Nie. Zwykły kamień.

Zatrzasnął za sobą furtkę.

- Nie podoba mi się to, że ktoś tu był.

Nie odpowiedział. Spojrzał na okrytą kwiatami jabłoń.

- Popatrz na jabłoń.

- Tak - powiedziała - czyż nie jest piękna?

Poszła dalej. W kierunku drzwi. Zdjęła plecak. Podążył jej śladem. Obok jej plecaka położył ręczny bagaż i sięgnął do kieszeni po klucze.

- Otworzysz? - spytał.

- Ty otwórz.

Przekręcił klucz i wszedł do środka. Położył swój plecak w kuchni na podłodze i przeszedł do pokoju. Otworzył okno i zatrzymał się przy nim, by popatrzeć na fiord. Zawołała na niego. Przyszedł.

- Bądź tak dobry i zawieś flagę.

- Teraz?

- Chcę, żeby ludzie widzieli, że tu jesteśmy.

Spojrzał na nią, a potem zabrał resztę bagażu i znów wszedł do domu. Flagę znalazł w szufladzie komody.

- To była zawsze pierwsza rzecz, jaką robił tato - powiedziała. - Wciąganie flagi.

- Tak, wiem o tym.

- Nie masz nic przeciwko temu?

- Widzisz przecież, że przyniosłem flagę.

Poszedł pod maszt.

*

Siedzieli przy kuchennym stole. Właśnie zjedli. Patrzyła przez okno na gęsty las.

- Czy to nie cudowne miejsce?

- Tak - odpowiedział.

- Nie sądzę, by ktoś mógł pochwalić się wspanialszym miejscem.

Nie odpowiedział.

- Chciałabym tylko usunąć tamte zarośla. Aż do skraju lasu.

- Po co?

- Bo byłoby tak... Nic przez nie nie widać.

- One nie są na naszej działce.

- Nie - przyznała - mimo to... Tato zawsze je usuwał.

Siedzieli przez chwilę w milczeniu.

- Co będziemy jutro robili? - spytała.

- A musimy coś robić?

- Nie, nie wiem - powiedziała. - Wycieczka łodzią? Na przykład do Ormøya.

- Tu jest wystarczająco dobrze.

- To prawda. Tak, zatem zostajemy, co? Poza tym i tak jest tu sporo do zrobienia.

- Jutro odpoczywamy.

- Trzeba jednak opróżnić klozet.

- Nie ma pośpiechu - powiedział.

- Nie. Ale trzeba to zrobić.

*

Stali na przystani. Słońce chyliło się ku zachodowi.

- Jak ja kocham to miejsce - powiedziała.

Milczał.

- Tam, właśnie tam wpadłam do wody.

- Tak. Opowiadałaś już.

- Musiałam mieć wtedy ze cztery lata.

- Pięć - uściślił.

- Tak, być może, że pięć. Uderzyłam głową o tamte kamienie i miałam głęboką ranę nad uchem, i gdyby nie tato... Co to było?

- Chyba jakieś zwierzę.

- Nie, to ktoś wołał.

- Nie, to bardziej przypomina jakieś zwierzę.

- Chodźmy już - powiedziała.

Szli pod górę w stronę domu.

- Musimy pamiętać o opuszczeniu flagi.

- To nie jest konieczne - zauważył.

- Zawsze to robiliśmy.

- Tak, wiem o tym.

- Jest taka reguła, która mówi, że tak trzeba robić - powiedziała.

- Wiem.

- Chciałabym, żebyś ją opuścił, Martin. Bo jeśli nie, ja to zrobię.

- Dobrze już, dobrze. Zdejmę ją.

*

Kiedy wszedł do domu, powiedział:

- Otworzę butelkę wina.

- Dobrze, otwórz.

Usiadła na sofie.

- Dziekuję, wystarczy - powiedziała, gdy napełniał jej szkalnkę.

Sobie nalał dwa razy tyle i usiadł przy oknie.

- Tata zwykle tam siadał - oznajmiła.

- Tak, słyszałem już o tym. A gdzie siadywała twoja mama?

- Mama? Ona... Dlaczego o to pytasz?

- Tak tylko... Skål.

- Myślę, że zazwyczaj siedziała tu, na sofie.

Sączyła wino drobnymi łyczkami. Milczeli. Przesunął krzesło nieco do tyłu, by mogła bez przeszkód widzieć fiord. Pił.

- Tak tu cicho.

- Ktoś stoi, tam, na cyplu - powiedział po chwili.

Wstała i podeszła do okna.

- Patrzy w tę stronę - zauważyła.

Otworzyła okno.

- Po co otwierasz?

- Żeby zobaczył, że ktoś tu jest.

- Bo co?

- Żeby się trzymał z daleka. Widzisz? Już go nie ma.

Zamknęła okno i wróciła na swoje miejsce.

Spojrzał na nią.

- Dlaczego na mnie tak patrzysz?

- Po prostu patrzę - odpowiedział. - Skål.

Opróżnił szklankę, a potem wstał i podszedł do stołu, by dolać sobie jeszcze wina.

ciąg dalszy poniżej

© Kiljan Halldórsson
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci