BRUDNO W PIS Y - ŻYCIE, LITERATURA, MUZYKA, SKANDYNAWIA
counter
Blog > Komentarze do wpisu
Brott och brott

Życie, życie... Nawet jak lata upłyną, człowiek nie bardzo umie się do tego ustosunkować... Jakaś osobliwa kupa gluta, wydzielina, łonowa wypluwka, dygocząca, skazana naturalnie na wyschnięcie, zwykle pod zwyczajowym krzyżykiem... Po co? Na co?... Co to jest? Poczucia w galaretowatości, pasmo dyskomfortów... Szukanie pozytywnych braków, braku niewygód... Trudna sztuka... Ale co, gdyby nastąpił tryumf absolutny pozytywnych braków?... Nie, to już nieżycie, coś całkiem odwrotnego a niewyobrażalnego... Denis Diderot... Jak to prawił Kubuś Fatalista o ludziach... "Od rana do wieczora wyklinają to życie, a nie mogą się zdobyć, aby je porzucić! Czyżby to znaczyło, iż, razem wziąwszy, życie nie jest takie złe, lub może obawiają się trafić na coś gorszego?"

Liczą na coś lepszego, lecz nic nie wiedzą! Sen? Być może. Hamletowskie roztrząsania. Sen może lepszy? Czasem dni są jak zły sen, aż człowiek myśli - byle tylko dotrwać do nocy, gdzie już kolega śmierci włada... Noce bywają tak uspokajająco beztreściwe... Sen - głęboki i pusty... Oby tak było!

Nadzieje... Cmentarne spokoje. Zalesione znakami naszej tragicznej sytuacji, bezwyjściowej... Nad mieszkaniem nieboszczyka krzyż, na powietrzu. Pod nim już nic się nie rusza i nie skarży...

"O crux! Ave spes unica!" Na alei cyprysowej cmentarza Montparnasse w Paryżu. Spacerujący tam Strindberg odczytywał napisy nagrobne i zaplanował sobie, że sam coś takiego będzie miał na swojej mogile, co też się i stało. Wzniesiono mu ponury krzyż smołowany z takim napisem właśnie... Bądź pozdrowiony krzyżu, nasza jedyna nadziejo... Odczytuję to najdosłowniej - może gdy ta symboliczna ohyda znajdzie się wbita w ziemię dwa metry nad nami, przyjdzie spokój? Może...

Poinfernalny Strindberg wpada w wir problematyki winy i kary... Sięga w niedaleką przeszłość i barwi papier mściwymi literami... Można przy tej okazji wywołać znów ducha, który w tym roku będzie mógł się cieszyć rocznicową krągłością... W czerwcu miną 150 urodziny Dagny Juel, o której Strindberg nie wyrażał się najprzychylniej... (zachlana zdzira, gad, padlina)... Coś musiało być na rzeczy, coś porwało go w tej kobiecie, ba - porwała go jak trąba powietrzna, o której wspomina pisząc w sztuce "Brott och brott" na temat Henrietty... Przypasował mu temat - mógł jednocześnie zastanowić się nad zawiłościami pełnego zbrodni życia, a także załatwić swoją osobistą sprawę z Dagny...

Dagny nie zajmuje wiele miejsca w twórczości Augusta Strindberga - jej postać bardziej obecna jest w rozplotkowanych listach, w których odczytać można, jak to pisarz, jakoś tam urażony, planuje akcję, by oddać Dagny pod nadzór policyjny jako ulicznicę... Pisał do Bengta Lidforssa: "Podłóż pod to ścierwo torpedę, by wyleciała w powietrze. Gdyby mnie to interesowało, pozwoliłbym policji potraktować ją jak prostytutkę któregoś ciemnego wieczora, kiedy się puszcza. To stara dobra zemsta." Naturalnie nic takiego się nie stało, ale Strindberg postanowił nieco dokuczyć pisząc swoją "komedię" w aktach czterech o zbrodniach i zbrodniach... Nieszczęście wisi tam w powietrzu od samego początku, od sceny cmentarnej, od pozdrowień dla krzyża i samobójczej zapowiedzi Jeanne... W "Zbrodniach i zbrodniach" odnaleźć można kółeczko berlińskie: Maurycy - Przybyszewski, Henrietta - Dagny Juel, Adolf - Munch, Jeanne - coś jakby "bandycka kochanka" Marta... Jest trochę inaczej niż w było w rzeczywistości, ale ta rzecz o budowaniu szczęścia na ruinach cudzego życia, na cudzym nieszczęściu, a nawet śmierci, za całkiem przejrzystym woalem ukazuje, co trzeba... Przybyszewski - pisarz Maurycy, żyjący w nieformalnym związku z Jeanne, daje się porwać rzeźbiarce Henrietcie (Dagny), która porzuca dla niego Adolfa, co to chciał za wszelką cenę chronić Henriettę... I zaczynają się kłopoty. Maurycy odnosi sukces, jest więc świetnym lepem. Szczęście to jednak - powiada Strindberg - ziarno, z którego wyrasta nieszczęście. Cieniem staje się śmierć Marion - córeczki Maurycego z nieformalnego związku, śmierć tej, o której gruchająca do siebie parka upojona sukcesem mówi jak o przeszkodzie... Maurycy staje się podejrzanym i ląduje nawet w więzieniu, zaś Henriettę Agent traktuje jak dziwkę, chce ją zarejestrować i sprawować nad nią nadzór... Henrietta z dobrego domu - paryską kurwą.

W Henrietcie rozpoznano Dagny, a właściwie wyobrażenia Strindberga na jej temat. Ale też i trochę prawdy. Bo Dagny, podobnie jak Henrietta, wyrwała się w świat z dobrego domu, by zakosztować życia, by użyć życia, intensywnie... I wpadła w rzeczywistość takich, nie innych przypadków... Musiała też ta "berlińska Aspazja" zmierzyć się z cieniem śmierci, jaki zawisł nad jej związkiem z Przybyszewskim (samobójstwo Marty Foerder - przykra sprawa, z powodu której mąż Dagny trafił do aresztu, podobnie jak Maurycy ze sztuki z powodu śmierci małej Marion)...

Strindberg wykorzystał te przygody berlińskie, by opowiedzieć, jakimi to zbrodniarzami bywamy... Nie musimy nawet kłuć, strzelać, bić - a możemy czuć się jak przestępcy. Popełniamy zbrodnie, o których nie mówi żaden karny kodeks, ale stajemy przed najokrutniejszym trybunałem - własnym sumieniem... W końcu zbiera się sąd, i skazuje...

W prawdziwej Dagny zalągł się lęk. Opowiada nam o tym. Nie o wydarzeniach, ale o odczuciach, odczuciach kobiety, jakie zawładnęły jej sercem po śmierci rywalki ("Når solen går ned")

Cenę za skorzystanie z uroków życia zapłaciła wysoką... Trzy okresy w życiu kobiety. Obraz Muncha z 1894 roku. Ta na środku to ona, to jej rysy - goła, szczęśliwa, odprężona zabawnisia... Jakby wróżba, bo dalej jest ponuro... Dalej, w życiu, były mordercza słabość mężczyzny, Kraków nieszczęsny, ręka Wyspiańskiego, który już w niej sportretował w przepiękny sposób troskę, zmęczenie i złe przeczucia...

Strach, przerażenie... To dość typowe dla Dagny, dla jej twórczości... Czasem człowiek lubi się poekscytować niepewnością przyszłości - patrzy w nią jak w horror na ekranie, nie bardzo wierząc w napotkane wizje... Jest gorąco i dreszczowo, ale jeszcze człowieka nie zatyka, jeszcze działa w jakiejś swobodzie i nadziei... Złe bóle, czarne sieci, w których grzęzną sny...

Sztorm w mój dom uderza

wyrywa z trzaskiem drzwi

i widzę - w progu stoi lęk -

szary, bezlitosny, zły...

Stoję bezbronna, gdzie mój miecz -

odrąbać straszną głowę precz!

Mściwy księżyc skrada się pod dom,

nocą uchyla drzwi

i cichcem wchodzi doń:

w mroku widzę wyciągniętą dłoń

długą, martwą - o, nie!

Nie uścisnę jej!

Gdy słońce na niebiosach krzyczy

w dzień i rzuca złocisty grosz

w mój dom,

otwierają się szeroko drzwi

i paszcza potwora patrzy na mnie w nich!

Tak to się lęk trzepotał w duszy Dagny. W uwodzicielce, w kusicielce, której przypadek zesłał mężczyzn, co o jej losie zdecydowali... Czego uniknęła? Jakie jeszcze mroki życie miało w zanadrzu?...

Złe słowa, myśli lekkie, nasze zbrodnie niekoniecznie karalne, przypadki, spełnione złe życzenia, sny...

*

Przypadek to rzadko coś innego niż samo życie... Ładne zdania o przypadkach wpadły mi kiedyś w oko:

"Przypadki istnieją po to, by mamić ludzi lub sprawiać im radość. Są niczym deszcz, który pada zarówno na niesprawiedliwych, jak i prawych. Mogą służyć dobru, mogą i złu. To one kształtują tak zwane ludzkie losy, w większym lub mniejszym stopniu. Kiełkują z niczego; niespodziewane, dziwne i niewyjaśnione."

                                                             Arnaldur Indriðason, "Hipotermia"

piątek, 17 lutego 2017, kiljan.halldorsson
Tagi: Skandynawia

Polecane wpisy

Komentarze
2017/02/18 14:43:44
Przeszła kobieta swoje, ale ile z tego było przypadkiem, a ile nieświadomą prawdopodobnie prowokacją, nigdy się nie dowiemy. Pozdrawiam.

BJ
-
2017/02/20 10:19:58
Przypadkowi są ludzie. Po prostu pojawiają się na naszej drodze. A co uczynimy ze znajomością z nimi... Damy się nabrać, nie damy, pokochamy, czy też nie... I oni sami - będą przy nas, czy nas porzucą, zamieniając świat w pustynię...