BRUDNO W PIS Y - ŻYCIE, LITERATURA, MUZYKA, SKANDYNAWIA
counter
Blog > Komentarze do wpisu
Þoka

Þoka. Tak sobie pozwoliłem zatytułować notkę po islandzku. Bo lubię to słowo. Na równi z norweską "tåke". Na określenie mgły. Całkiem jak Per Olof Sundman, który pisząc o Północy dalekiej wolał używać "tåke", pomijając wszystkie szwedzkie słowa na określenie mgły jako mało poważne i zbyt miękkie... No bo dis, dimma czy nawet töcken jakieś takie są niewystarczające. "Tåke" brzmi i wygląda odpowiednio... Zgadzam się z moim ukochanym Sundmanem w zupełności... I dodaję jeszcze ową "þoka" - za twardość i dodatkową elegancję...

Lubię mgłę, bo można pobawić się w niej w niewidzialność. Bo jest myląca. Bo też jest i jakimś takim głębokim niezdecydowaniem. Blisko - daleko? Świat wielki czy mały? Jasno? Niby tak - nawet bardzo jasno, za dnia, a mimo to prawie nic nie widać. Mokro - ale to przecież nie deszcz...

Mgła dobrze obrazuje tę sferę uczuć, w której jeszcze nic się nie wyklarowało. Czy się śmiać, czy płakać? Jak się tu i teraz do życia ustosunkować... Bywa, że się nie wie... Ambiwalencja...

Narzekamy często na mgłę niewyrozumiale. Widzimy w niej przeszkodę... Bo trudno jechać, bo trudno lecieć... A tu przecież można zniknąć... Kiedyś mi jedna koleżanka powiedziała: - Ty się kiedyś rozpłyniesz we mgle, i nigdy nie wrócisz... O! Żeby tak się mogło stać!! Ja lubię mgły z ich niewyraźnościami. Obiecującymi.

Mgły, niejasności, wahania... Jeśli my tacy boscy, to może i na Stwórcę wypada spojrzeć przez pryzmat tych niezdecydowań atmosferycznych? Co sobie pomyśleć? Co ucieleśnić ma Tamten?

Tamten, podobnie jak my - śmieje się, rozpogadza, to znów płacze i się chmurzy... Co go smuci, co go bawi?... No, można się zastanowić, czy jego poczucie humoru zbieżne jest z naszym, zastanowić nad tym, co się jemu podoba, a co  nam, i czy On taki znów dobry i miły... 

Mgła. Þoka... Veistu ei, maður, að hún er efasemdir skaparans?... Nie wiesz, człowieku, że to stwórcy wątpliwości? Pyta poeta, albo może lepiej wierszopis... (Zawsze bardziej wzrusza mnie wierszopisarstwo, jednak... Takie to już me sympatie!)

Wierszopis. Niestrudzony, płodny szalenie samouk. Stephan G. Stephansson (1853 - 1927). Właściwie Stefán Guðmundur Guðmundsson, znad Skagafjörður, który, jako dwudziestolatek, przez biedę razem z rodzicami wyemigrował do Kanady. Traper się z niego zrobił, i pionier, co się trzy razy osiedlał w kanadyjskich dziewiczościach. Robotny chłop, i robotny pisarz, poeta i epistolograf, co się stał wielkim Kanadyjczykiem i Islandczykiem (cóż to była za ceremonia wielka, kiedy poeta przyjechał w 1917 roku w odwiedziny do swej rodzinnej Islandii, witany jak poetycki bóg...) Wielkości już przebrzmiały, lecz ci, co chcą, pamiętają... Pamiętają w Markerville w kanadyjskiej Albercie, gdzie pisarz osiadł ostatecznie i gdzie zmarł, pamiętają też i nad Skagafjörður, i w ogóle w całej Islandii, i jeszcze tu i ówdzie...

"Andvökur" - tak się nazywa jeden ze zbiorów jego twórczości, co można przetłumaczyć jako "Bezsenne noce". Stephansson bowiem w literaturze robił nocami, po dziennej robocie na roli. Gość cierpiał na bezsenność. Tworzył więc, czytał, uczył się języków, często aż po świt. Niesamowicie to wszystko celebrował. Na literaturę i języki przeznaczył w swym domu specjalny pokój. Miał więc taką swoją świątynię poetycką ten pracowity antykapitalista, antyklerykał, liberał i pacyfista...

"Íslenska þokan"... Spodobało mi się. Z Nim, Tym tam, diabli wiedzą, gdzie, podobnie jak z nami. Czasem wszystko się podoba, czasem nie, a czasem doprawdy trudno powiedzieć i pozostaje tylko mglista bezradność... A co cieszy, a co smuci?... A co wypada?... Czy szczęście znaczy zawsze dobro? Czy Jego szczęście naszym jest? A nasze Jego? Czy moje szczęście rani innych... Można pytać, pytać...

Wierszopis niestrudzony. I mój niezdarny przekład...

Stephan G. Stephansson

"Islandzka mgła"

Od zgniłych, niemiłych wyzywasz

tę mgłę naszą ojczystą.

Czemuż to, człeku, myślą tak łatwo pomijasz

tę stwórcy niepewność oczywistą?

Tak jak ty, czasem trudne ma on zadanie,

by swej pogodzie właściwe dać nazwanie.

Jak widać, ciągle waha się jeszcze:

czas na promienne słońce czy na rzęsiste deszcze.

                                             przełożył z islandzkiego Kiljan Halldórsson

sobota, 18 marca 2017, kiljan.halldorsson

Polecane wpisy