Menu

Kiljan Halldórsson

BRUDNO W PIS Y -ŻYCIE, LITERATURA, MUZYKA, SKANDYNAWIA

Mara Getz, czyli dobre pamiętanie

kiljan.halldorsson

Piątek, trochę z chmurą, trochę z błękitem... Życie się toczy, z porannym lękiem, bo tak za bardzo nie chce się oczu otwierać... Zacząłem znów krótko spać. Tym razem nawet z chwilową radością, że otwieram oczy przed rozpoczęciem dnia. Gdzieś tam słońce wstaje, malowniczo, a ja mam dziecinną nadzieję, że może jeszcze się rozmyśli i zmieni zdanie... Nigdy nie zmienia...

Czeka mnie miejskie lato. Franek kuśtyka o kulach - pan sportowiec... I tak poszedł przez sport do szpitala po zdrowie, na które jednak przyjdzie jeszcze poczekać... Trochę było z tym śmiechu, bo jak pojechałem po ofiarę i zobaczyłem tę girę na sztywno, to tylko jęknąłem - no i co my będziemy robili z taką nogą??... Na domiar złego jeszcze pies nam się sypie. Zawsze psiak był młody, młody, bo był młodszy od Niedźwiedzia, ale przecież już się zestarzał, także, niepostrzeżenie... Jest problem. Coś mu się złego z okiem podziało. Na razie jest tak leczony objawowo, mamy niedługo konsultację u psiego okulisty... Wetgwiazda go będzie badała... Sceptycznie do tego podchodzę. Kieruję się pewnymi wyobrażeniami o przyzwoitości, ale... Martwią mnie te zabawy, ta kolejna wetimpreza z udziałem psiego staruszka, co do której wyobraźnia podpowiada mi, że sporo wydam niewiele osiągając, bo i cudów nie ma... Do dupy... No, ale co poradzić - życie to nieszczęście, więc gdy się wiążemy z jego przejawami, musimy się liczyć z nieprzyjemnościami... Sami też jesteśmy nieszczęściem... Kochanych ludzi wkręcamy w nasze piekła... Ale dość o smutkach... No, może jeszcze tylko wspomnę o tacie... Co z tego jeszcze będzie?... Kiedyś wpadłem do jego lekarki, po recepty... Miła pani doktor, stara, pogodna - zrobiła ze mną wywiad - co robię, ile mam lat, czy mnie stawy nie napieprzają... Na szczęście mnie nie napieprzają. - E, to może nic nie będzie. Bo inaczej to by pan już to miał... Ta, może wolny jestem od tego parcha bolesnego... - Pan jest jedynakiem? - Tak. - Tylko machnęła ręką współczująco... --- Tak, tak, jak chcecie mieć, ludzie, dzieci, róbcie je na potęgę; nie twórzcie jedynaków... Bo jedynak to tylko żałosna zabawka, której łatwo zdemolować życie... Bo to układ - dwójka złego na jednego... --- Mnie opadają powoli witki.

I co jeszcze? W tych złych osobistych sprawach jeszcze cała ta dobra zmiana. Twórcze rozwijanie wszelkich możliwych patologii... I nic się nie dzieje... Usnęliśmy, przesrywając kraj... Prezes z plastikowej drabinki dobitnie pokazuje, że nie mamy szacunku dla siebie... Rozczarowujące to, bo myślałem, że to wszystko, co stało się po 89 roku, to była poważna i wielka sprawa, ale okazuje się, że nie... Żarcik trwa, stare dzieci się bawią, nic już nikogo nie dziwi... Aaaa, kotki dwa.

Uciec... Znajomi ciągną nas na wybrzeże, lecz ta noga sztywna, i ten pies nieszczęsny... Zostają pielesze własne, remont hałaśliwy, trochę roboty w zniechęceniach... I może jeszcze pamiętanie o dobrych, ekscytujących czasach... Ostatnio ze znajomymi tak sobie wspominaliśmy. Zeszło na festiwale, tak przy okazji zamieszania z tegorocznym Opolem... Śmiesznota żałosna. W sumie pies tam drapał... Ostanie Opole, które pamiętam, to to z 1997 roku, sprzed tej powodzi strasznej, na które specjalnie przyjechałem do kraju, na to cudowne wspomnienie o Agnieszce Osieckiej "Zielono mi"... Potem to już nie wiem... Ale przedtem... Zeszło też na Sopot. Ten stary Sopot. Dla mnie to dwa nazwiska, z 86 roku - aj, co to robią pierwsze przebudzenia, pierwsze zaspokojenia apetytów - ech - człowiek jest niemal jak jętka jednodniówka - bo żyje chwilę, a potem, że dycha jeszcze przez dziesiątki lat - dycha, w zadyszce powtórek, coraz mniej zachowując w pamięci... A to, co wtedy, a to, co stamtąd, ze szczeniackości, pamięć ma w sobie w nieustającej świeżości... Mara Getz! Pamiętam ją, jak by to było wczoraj. I jeszcze Szwedka Vicki Benckert. Ale przede wszystkim Mara Getz z USA, która zachwyciła publiczność... Znajomi nie pamiętali, więc rzuciliśmy się w elektroniczne źródła... Jest... Tak to było... Sierpień, czarno - biały telewizor, wakacje w Zembrzycach. I ta Mara Getz... Był taki wtedy zwyczaj, że zagraniczni artyści mieli za zadanie przygotować jakąś polską piosenkę, w tłumaczeniu na wygodną dla siebie mowę... Vicki śpiewała "Nie płacz Ewka", a Mara "Poranne łzy" z repertuaru Krystyny Prońko... Nie mogę sobie odmówić przyjemności zamieszczenia tutaj tego kawałka... Tak to bywa - ludzie się potrafią przykleić do pamięci, wpisać w nią trwale... Dla mnie hasło Sopot, to Mara Getz. Posłuchajcie:

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • ernest_pinch

    Mój piątkowy poranek był podobny, gdy o 4.30 uświadomiłem sobie, że muszę wstać i wybrać się w 330 km podróż do Gliwic. Co prawda najpierw obraziłem się sam na siebie ;-), że niedorzecznością było spać 2 godziny wiedząc, że spędzę czas za kierownicą.
    Ale gdy nic głowy nie zawraca, to poranek wydaje się tęskniąco - groteskowy - fajnie poleżeć i pomyśleć, że to wszystko się budzi do codziennej walki, niejako kretyńskiej bo wymyślonej przez człowieka by zapieprzać i dążyć ch.. wie gdzie... A z drugiej strony nic nie wiadomo... bo może jakiś kaprys sprawi, że nagle zaciągnięta zostanie kurtyna i nie będzie ni Słońca, ni mroku, nie będzie nic. I jak wtedy zareagują giełdy? :D
    Vicki Benckert... Na św. Liboriusza z Padebornu, pamiętam ją jako taki dorastający szczeniak. Czarno-biały tv, a już wtedy zwróciłem uwagę, że miała takie rozmyte-jasno-błyszczące oczy :-)
    Gdybym nie pamiętał tego wrażenia, dziś pewnie jako "dorośnięty nie-szczeniak" zamarudziłbym: pfff, a może po prostu miała alergię i jej oczy łzawiły przy okazji odbijając blask reflektorów.... ;-)

  • getbucks

    Codziennie przeglądam Twoją stronę

© Kiljan Halldórsson
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci