Menu

Kiljan Halldórsson

BRUDNO W PIS Y -ŻYCIE, LITERATURA, MUZYKA, SKANDYNAWIA

Kwadransik nienawiści, czyli wystawianie gargulca

kiljan.halldorsson

Kiedyś pan się kłócił z panią, na mych oczach, i jeszcze na dodatek całkiem publicznie, na alei osiedlowej, pod płaczącą wierzbą... Padły wszystkie możliwe wulgaryzmy, z obu stron, aż wreszcie jedna z nich, tych stron, jasna rzecz, sięgnęła po instrument! Męska to była strona, co to - wiadomo - z wydobyciem instrumentu ma mniejszy problem, mniej wybebeszania  wymagający. - A ch... ci w d... - I owego ch... w całej krasie ujrzałem, bowiem pogniewany pan pokazał odchodzącej pani swe wyposażenie... Hyyyyyyy! - cóż za widok to był! W tak nieoczekiwanym miejscu! W drodze chyba z jakichś prozaicznych zakupów... Tu proza, siata plastikowa, a tu raptem genitalny poemat... Aż bym się na miejscu zagniewanej pani zawahał... Iść precz? A może nie? Bo taka fujarka!! - Naturo ty wariacka!!!!!...

No tak, ale fujarka jednak to taka nieczysta jest, boć to rura tylko wydalnicza... Szczochy, życie... Taa - kłania się Strindberg, co się na taką wulgarność natury oburzał... Sik tu, sik tam - w porcelanę - to jedynie ulga, w ciało damskie - ulga, ale i zło straszliwe, aż się zarumienić można z przejęcia i wstydu - boć wylatuje potem z tych wszystkich klęp, loch, suk, krów (co poradzić - taka chamska nomenklatura) to życie nieszczęsne, wydalone niczym garstka żałosnych ekskrementów...

Jak się człowiek wścieka, to wywala chamskość, nieczystość, dupę pokazuje, fallusem macha, z ryja ciska śliną... Gniew z żalem srają, sikają, rzygają, plują... Tak lubi ów gniew, gdy nie jest w stanie zdobyć się na refleksję, gdy nie ma obok przyjacielskiej ręki, co by mogła pomóc, uspokoić...

My tak tu od wampiriady, do wampiriady... Te wampiriady, te miesięcznice, rozciągają się w czasie, bo już tydzień przed jest gadanie, a potem tydzień po też jest gadanie, analityczne... Nic nie znaczące głupstwo, chamski żart tylko, jaja z pogrzebu, neopogańskie sratytaty, ledwie polityczna nędza, zanik zahamowań, goła dupa bezwstydna, kulturowa i moralna pozanawiasowość, rodzaj już chyba turystycznej atrakcji - takie nasze małe święto duchów, takie sobie ekscesy kradnące przestrzeń, język...

Oto jestem, mówi ten mały... A myśli jego jak białe zeszyty... Oj - tusze dawnej edukacji minęły, wyblakły, głuptactwo zostało nienawistne... Ale i do głupiego te jego gadki... Ach, ty rzygaczu publiczny z podeściku, marzycielu o życiu intelektualnym bazującym na jednoznaczności... Brawo!!... A durnota łyka wszystko jak kaczka kluchy!... Można mówić wszystko, można zachowywać się byle jak, bez hamulców, można łgać patrząc prosto w oczy, i można zbliżać się do dowolnie wyfantazjowanej "prawdy", bez ustanku, z chytrym, wrednym przekonaniem, że przecież nigdy się jej nie dosięgnie, bo przecież ignoranckie fantazje zawsze sobie swawolnie uskakują z dala od brutalnych faktów...

Oto żyjemy dziś w rzeczywistości, którą bawią się jacyś potworni nekrocelebryci, łgarze i cwaniacy, co to nas chcą uszczęśliwiać za nasze własne, w pocie czoła zarobione pieniądze... Może się ockniemy, jak nam zaczną jajka obierać ze skorupek, bo póki co, fantastycznie dajemy się karmić kretyńskimi zastępczościami... Tak więc znów podniecenia wokół comiesięcznego pokazywania uroczystego gargulca na kwadransiku nienawiści, po mszy świętej - tak to usposabiają msze!... - który, jak to na rzygacza przystało, rzyga sobie w poczuciu absolutnej bezkarności.

Jarosławy różne i Janusze cieszyć się muszą... Dopompowani... Komiwojażer jeszcze nam nagadał. Taki zza oceanu. Taki daleki, a tu jakby nam opowiadał o Mickiewiczu i jego Księgach narodu polskiego i pielgrzymstwa... Aleśmy ważni, chrystusowi, nieskazitelni, mocarni... Wlazł żabie śmierdzącej w tyłek słomką, i dmuchnął... Niezatapialność, na długie miesiące... Super sprawa, podniecenia takie, że nawet się nie zwraca uwagi na jakąś obcą łapę gmerającą w portfelu...

Mamy święta... Mroczne trochę takie, pod księżycem, z wampirami, gadającą dynią i gargulcem, ale też i jasności świąteczne, co zlatują magicznym samolotem nieco majtkowo niebieskim - ależ się znów kretyńskie media ekscytowały - i co nas zapewniają o swej zaatlantyckiej miłości... Rachunek - to potem. A teraz - bawmy się... Niech nam powiatowa zajęczy, niech gargulec zaskrzeczy, zadrze się wiecowo nibygłowa... Są organizmy, co mają nibynóżki, my jesteśmy organizmem, co ma nibygłowę... A jak się komuś coś nie podoba - pies go drapał. Prawa zapisane na papierze? Papierem dupę się podciera. Przyzwoitości - a macie! I mamy - to dupę na wierzchu, co udaje twarz, to gargulca - rzygacza comiesięcznego, lękliwego jednak, bo potrzebującego coraz więcej ochraniających go pałkarzy.

No, ale przecież prowincja nasza spokojna jednak. Nadęta. I obśmiana. Więc tym bardziej nadęta, bo naiwnie wierząca, że kiedyś ona się pośmieje... Żeby jednak być ostatnim, to trzeba się z dna wygrzebać... Czy się wygrzebiemy? Bo póki co, grzebiemy w głąb, a jak się grzebie tak w mule, to się można natknąć na różne dziwne stwory... Przecież widziałem ostatnio dwa, wspominane tu już - z mułu, tak, oba, z mułu dennego - jeśli pominąć gargulca - jednemu, co to przeraża swym humorem i bawi powagą, coś oberwało potylicę, drugiemu, na gościnnych występach geszefciarskich, ktoś na głowę włożył kapeć z narciarskiego buta... Pięknie jest... I od "mądrości" promiennie...

A gargulec: rzyg, rzyg, rzyg...

A Bóg widzi, i nie grzmi...

Ale... Nie dziwi nic...

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • koffiejames

    Jak pięknie można pisać o gównie, w kraju w którym gówno jest na piedestale, piękne słowa słowa stają się abstrakcją...

  • kiljan.halldorsson

    Gówno jest na piedestale, ponieważ sami jesteśmy gównem. Nie jesteśmy warci funta kłaków. Na dodatek nie jesteśmy nikomu potrzebni. A że sobie nie jesteśmy potrzebni... Pies to drapał... Nawet mi nie jest żal. A niech to ludzik zielony porwie. Cała ta impreza nad Wisłą, to po prostu nieporozumienie...

© Kiljan Halldórsson
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci