Menu

Kiljan Halldórsson

BRUDNO W PIS Y -ŻYCIE, LITERATURA, MUZYKA, SKANDYNAWIA

Valeyri

kiljan.halldorsson

Val - że eyri, łacha wyborna? Albo że od valur - od sokoła wzięta nazwa... Albo wieloryb? Hvalur, co zgubił "h"?... Wszystko jedno, wszystko do Islandii przecież pasuje. Sokoły, wieloryby, zaś wszystko, co przez ludzi zamieszkałe, zadziwiające jest w swej przyjazności otoczonej nieprzyjazną surowizną...

Wymyślone miasteczko, typowe w tej subarktycznej, twardej bajce...

Jak powiadał kiedyś Agnar Þórðarson - ludzkie życie na Islandii to taki eksperyment... Mimo bolesnych czasem zawirowań, eksperyment wydaje się dawać całkiem przyzwoite wyniki... No - właściwie to można tam i udać się po szczęście, w te dalekie, atlantyckie niepogody... Nie koniecznie jednak trzeba się wysilać turystycznie, bo można na moment zaszyć się w kąt, i poczuć szczęście z książeczką o Valeyri...

Portret Islandii, portret Islandczyków, zadedykowany ojcu autora, znakomitemu pisarzowi, zmarłemu kilka lat temu Thorowi Vilhjálmssonowi, o którym tu kiedyś wspominałem, przytaczając jego liryczną miniaturkę... Ładna kontynuacja, literacka rodzina, talent odziedziczony po nowatorskim i eksperymentującym ojcu, który też kiedyś portretował wrażliwego Islandczyka - Europejczyka... Szkice poetyckie, notatki, mozaiki, błądzenie w wielościach miejsc i czasów - syn, Guðmundur Andri Thorsson, też ułożył mozaikę. Dwuminutową, choć z przepaściami wspomnień, mozaikę z szesnastu elementów... Dwie minuty, ledwie śmignięcie na rowerze przez Katę kochaną, przez islandzkie siedlisko...

Z czasem rozmaicie można sobie poczynać. Opowieść może być ledwie dwuminutowa, lecz owe minuty tak skrupulatnie można wypełnić, że dla czytelnika bądź słuchacza potrwać mogą one wiele godzin.

Maðurinn er alltaf einn. Człowiek jest zawsze sam. Taki był tytuł pierwszego tomu szkiców Thora Vilhjálmssona... Ten człowiek, co zawsze jest sam, jest i u Guðmunda Andrego... Wydawać by się mogło, że wszyscy w wybornej osadzie znają się jak łyse konie, ale to tylko pozór, bo przecież ludzie tak wiele skrywają, miewają wstydliwe namiętności, grzeszki, rozmaite bolesne poczucia, twórcze trudności - tylko ich, tęsknoty, potworne wspomnienia... Ten znany wszystkim w okolicy człowiek, z  którym się wszyscy mijają, zatapia się od czasu do czasu w swych prywatnych otchłaniach - a to go wsysa namiętność do hazardu, a to musi swej duszy urządzić orzeźwiającą i leczniczą kąpiel alkoholową...

W tych tajemnicach, bólach, gorzkich wspomnieniach, jest jednak coś urzekającego... No bo przecież jest ta cała Islandia: z przyrodą, ptakami, mgłami, duchami, elfami, poezją, historią... Prowincja daleka? Takiej moglibyśmy sobie życzyć! Porządna, odchamiona, ze światem obeznana, wielojęzyczna..Uroczy portret Islandii sporządził  Guðmundur, syn Thora. Opowiedział o goryczy życia, o jego brutalności, o nieszczęściu, które wreszcie znalazło bezpieczną i życzliwą przystań, o ludzkich tajemnicach i zdumiewających niekiedy talentach do unikania siebie w nawet najciaśniejszych realiach, o spokoju tych dalekich stron, gdzie życie ma swój powolny rytm, o wielkich rzeczach przejawiających się w drobnostkach, o życzliwej atmosferze... Islandia dzisiejsza, już po dawnych śledziowych gorączkach, owiana historią, z burzliwymi dziejami, po kolejnym kryzysie, wygodna, fajna, w swych przemianach, z pracującymi dzielnie Polakami...

Każda pliszka swój ogonek chwali, więc wydawca polskiego przekładu "Valeyrarvalsinn" woła na okładce: "To najpiękniejsza książka, jaką przeczytasz w tym roku"... No, książka jest naprawdę piękna. Taka perełeczka w tych naszych chamskich czasach. Życie nigdy nie jest zbyt słodkie, ale budowanie takich Valeyri nie jest przecież poza naszymi możliwościami - wystarczy trochę życzliwości, szacunku, tolerancji...

Valeyri zaprasza na czytelniczy taniec, na dwie minuty, długie dwie minuty...

Guðmundur Andri Thorsson

"Miasteczko w Islandii"

Wielka Litera, Warszawa 2017

© Kiljan Halldórsson
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci