Menu

Kiljan Halldórsson

BRUDNO W PIS Y -ŻYCIE, LITERATURA, MUZYKA, SKANDYNAWIA

Me and David Bowie

kiljan.halldorsson

To może zacznę tak, z braku czasu niech będzie wspominkowo - listopadowo i muzycznie... Trochę o umarłych, ale bardziej o żywych... 

Nie byłem cmentarny. W zeszłym roku w ogóle nie byłem na cmentarzach, tylko pojechałem pod adresy, pod którymi nie mam już czego szukać; a w tym zdecydowałem się jedynie odwiedzić ze swoim facetem mojego żołnierzyka z pierwszej wojny światowej... Farciarz z tego mojego wojaka, bo jakoś obok nie paliły się świeczki... Ma chłopak szczęście do gejów... Pewnie o nim tu już kiedyś wspominałem, i wspomnę o nim jeszcze, gdy będę miał trochę więcej czasu... Żołnierz, choć mój imiennik, jest mi nieznany, bardziej więc się z życiem kojarzy... W dalekich latach osiemdziesiątych dostałem przydział. No i do dziś czuję się jakoś zobowiązany, by od czasu do czasu zajrzeć... Trochę to było zabawne - odwiedziny z uśmiechem... Pętla różnych wieczności...

Niech się rzeczy zahaczają... Szczęśliwie kochany, patrzę w te dalekie lata... Dzięki obrazkom tak świeże jednak... Ach, ty techniko, straszysz mnie, ale trochę przecież korzystam...

Końcówka 1985. Echo and the Bunnymen. Lubiłem tych chłopców. Bring On the Dancing Horses. Wtedy byłem takim początkującym mężczyzną. A to jedna z moich ukochanych przygrywek. Do dziś strasznie to lubię:

 No i z nie mniejszą chęcią wracam do artysty, lidera Echo, co działa do dziś... Bowie jest tu spoiwem. Ian McCulloch śpiewa czasem Davida, w bardzo udany sposób... Ważny dla nas arysta, ten Bowie... Pamiętam takiego gościa, co przyszedł na Heddon Street, zaraz po tym, jak rozeszła się wieść o śmierci Davida. Facet w dżinsowym uniformie, po którym widać było, że życie przejechało się po nim kilka razy tam i z powrotem z niezłym impetem, co ze łzami w oczach mówił, jak to David uratował mu życie.

Z Davidem warto było żyć, czekać na nowe rzeczy... I chyba dobrze się stało, że dożyłem do finału, że mam wszystko... Choć taka szkoda, że to się już skończyło... Do dziś jestem oszołomiony stylem, w jakim ten koniec nastąpił. Jakiś osobliwy rodzaj cudu. Przedziwna rzecz... Na zawsze będzie dla mnie zastanawiająca!

Bowie to już dziesięciolecia. To w zasadzie ścieżka dźwiękowa mojego życia. Smutne to bardzo, że dziś pasuje on do zaduszkowych klimatów, listopadowych... Facet, którego życie nigdy nie znudziło...

Wracając do Echo, do dawnych lat, z przyjemnością sięgam też do rzeczy nowszych. Ian działa nadal, a w 2012 roku nagrał kawałek "Me and David Bowie". Dojrzalszy, z głosem, który nabrał jakiejś przyjemnej patyny... Z ogromną przyjemnością i ze wzruszeniem zamieszczam tu też i ten numer... Miłego odbioru..." Ian i David...

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • koffiejames

    Ach jak te głosy nabierają patyny. Głos samego Davida był dla mnie zaskoczeniem w 2013 roku ale i na ostatnim wydawnictwie brzmiał inaczej - jakoś tak poważnie i srogo (wiadomo dlaczego). Dekada bez trasy, bez ćwiczeń przed publiką, biologia i biologia i ta jebana biologia...
    Ale czasem te zmiany są naprawdę bardzo pozytywne - jak u Boya George'a - jakiej on nabrał męskości w tym współczesnym wokalu - jakiej głębi bosh!

  • kiljan.halldorsson

    O tak, Boy George - pięknie śpiewa, pięknie!

© Kiljan Halldórsson
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci