BRUDNO W PIS Y - ŻYCIE, LITERATURA, MUZYKA, SKANDYNAWIA
Archiwum
counter
RSS
środa, 20 stycznia 2016
W styczniu

 Śnieg się chętnie zaopiekuje nami... Chciałby nas na wyłączność. Jak wierny i zaborczy pies...

 Rolf Jacobsen

 "W styczniu"

Co też można w styczniu,

kiedy dni wznoszą się ledwie do twych kolan

i całą niemal dobę zawadzasz głową o gwiazdy,

jakbyś się kręcił po strychu pełnym starych uniformów.

 

W styczniu, kiedy świat przepełnia żywy śnieg,

który cię wita radośnie, jak pies, co szczeka do okien,

i jak pies, ogromny i przyjacielski, leży posłusznie

u wszystkich drzwi, pies, co przychodzi i chce polizać szorstkim językiem

twe dłonie.

 

W styczniu,

gdy wszystko zamknięte, gdy drogi zamurowane cementem,

możesz wyjść, robić w nim dziury obiema nogami,

uczynić niemal wszystko. Wyjść albo pozostać w spokoju,

uporządkować szufladę,

znaleźć w niej niebo, obrazki z dawnej młodości,

które możesz spopielić - lub jeszcze trochę poczekać.

 

Wziąć książkę, zdmuchnąć kurz,

przekartkować, pozwalając stronom, niczym płatkom śniegu,

opaść spokojnie na miejsce. Listy

ze sztywną pisaniną, uścisk dłoni

ponad oceanem, z którego przyszliśmy, tu,

do tej krainy bez dźwięku,

gdzie wszystko jest takie samo, wszystkie twarze płaskie

jak tarcze zegarów, unoszą brwi,

jeśli tylko zdradzisz jakąś niecierpliwą myśl.

 

Co jeszcze można w styczniu,

gdy wszystkie słowa zamarły

i leżą rozrzucone wokół jak zmięte gazety,

gdy wszystkie rany starannie obandażowane,

gdy zatarł się wszelki ślad,

możesz chodzić w kółko słuchając skrzypienia podłogi

i delikatnych pomruków z pieca trawiącego swe pożywienie.

 

                                                 przełożył z norweskiego Kiljan Halldórsson

10:12, kiljan.halldorsson
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Blackstar

 Tak to sobie wymyślił... Nie mógł lepiej.

 Jak zobaczyłem rzecz, i jak jej posłuchałem, z totalnym wzruszeniem, czułem, że jest nie tak, ale nie sądziłem, że dwa dni po premierze płyty usłyszę wiadomość, że David Bowie umarł...

 Koszmarnie się poryczałem... Taki kawał życia... Nie do wiary... Stało się to wszystko, trzeba przyznać, w znakomitym stylu. Choć jest to jednocześnie niesamowite i nieco upiorne... 8 styczna, w dniu urodzin, wyszła płyta. Doczekał. I my, fani, doczekaliśmy, słuchając jej z przekonaniem, że jeszcze nie koniec... A dziś... Koniec. Koniec fantastycznej epoki... David rąbnął tak, że aż ciarki poszły... Świetną płytą, jak zwykle inną od pozostałych...

 Nawet nie wiem, co powiedzieć... Jak mnie kiedyś ta postać i jej twórczość trzymała przy życiu... Zatkało mnie i jest mi ogromnie przykro. Ciągle w życiu dzieją się rzeczy niewyobrażalne...

 Ogromna szkoda. Aż szkoda gadać...

  Blackstar... Na pięć gwiazdek, gwiazdek pięć... 

  Dzięki, Davidzie... [']

13:19, kiljan.halldorsson
Link Komentarze (2) »