BRUDNO W PIS Y - ŻYCIE, LITERATURA, MUZYKA, SKANDYNAWIA
Archiwum
counter
RSS
czwartek, 15 lutego 2007
Słów kilka o Islandii i pewnym niestrudzonym poecie

 Islandia - fascynujący to kraj, pełen mrocznego, surowego piękna, zadziwiających kontrastów, tajemniczych pustkowi, szerokiego atlantyckiego oddechu, krystalicznego powietrza, przepojony legendą i poezją, zamieszkiwany przez ludzi, których przodkowie budzą podziw...

 Ari Þorgilsson inn fróði, pierwszy islandzki historyk, w swej niewielkiej książeczce "Íslendingabók" zanotował: "Islandia została początkowo zasiedlona z Norwegii za rządów Haralda Pięknowłosego, syna Halfdana Czarnego, w czasie - według liczenia przodka mego Teita, człowieka, którego znałem jako najmądrzejszego, a był on synem biskupa Isleifa, oraz według obliczeń mojego stryja Thorkela Gellessona, który pamiętał dawne czasy, a także Toridy, córki Snorrego, która posiadała wielką i pewną wiedzę - gdy Ivar, syn Ragnara Lodbroga, kazał zabić Edmunda Świętego, króla Anglików, co się wydarzyło osiemset lat po narodzinach Chrystusa. Mąż imieniem Ingolf wybrał się z wyprawą z Norwegii do Islandii, gdy Harald Pięknowłosy miał szesnaście zim i po raz drugi kilka lat później. Na miejsce pobytu obrał Reykjavik na południu". Tak to rozpoczyna się proces kolonizacji nowego, dziewiczego lądu, któremu, jak chce tradycja, niejaki Flóki Vilgerðarson, na widok fiordu wypełnionego krą, nadał nazwę Ísland - Kraj Lodu, proces trwający nieco ponad pół wieku, udokumentowany w unikalnym w skali światowej dziele "Landnámabók", będącym drobiazgowym rejestrem osiedlających się rodzin i zakładanych przez nie siedzib, pozwalającym śledzić od pierwszych chwil tworzenie się narodu islandzkiego.

 Nowoodkryty ląd kusił niezmiernie obietnicą wolności i oszałamiającą przestrzenią do życia. Pierwsi osadnicy zajmowali wielkie połacie ziemi, które później rozdzielali pomiędzy bliskich, podążających ich śladem. Nie tworzyli miast ani wsi - żyli w odosobnionych i samowystarczalnych gospodarstwach. Z czasem jednak zaczęła rodzić się wspólnota, tworzyło sie nowe państwo, nowa tożsamość, ujednolicał system prawny. Ludzie skupiali się w grupy wyłaniające z siebie naczelników (goði), którzy łączyli funkcje kapłańskie, ustawodawcze i sądownicze. Później powstały większe jednostki - tzw. ćwiartki, każda z własnym thingiem, na którym rozstrzygano wspólnie wszelkie sporne sprawy, a najważniejszą instytucją w kraju stał się utworzony w 930 roku althing, uważany za pierwszy demokratyczny parlament w dziejach świata. Na tym organizowanym każdego lata zgromadzeniu recytowano obowiązujące prawa, uchwalano nowe, rozprawiano o polityce, próbowano polubownie rozstrzygać konflikty, zawierano umowy, aranżowano małżeństwa, urządzano jarmark.... Jeżeli mnie pamięć nie myli, to Agnar Þórðarson napisał, że życie ludzi na Islandii to jeden wielki eksperyment. Sporo racji tkwi w tym stwierdzeniu. Dziś można chyba powiedzieć, że ów eksperyment się udał - kraj po wiekach doświadczeń zdaje się miejscem kwitnącym, jego społeczeństwo należy do najzamożniejszych w świecie i teraz może tylko kapryśny klimat oraz niedostatek słonecznego światła o zimowej porze, a także nadmierny spokój i samotność gdzieś na odległych farmach i w mikroskopijnych miasteczkach stanowią pewne wyzwanie dla człowieczej duszy... Droga do tego powodzenia była długa, kręta i biegła całymi latami pośród mroku. Początki zachwycają - życie rozwijało skrzydła, kraj się zaludniał, bogacił i warunki, w jakich ludzie bytowali, były, jak na owe czasy, znakomite. Nic jednak nie trwa wiecznie w swej doskonałości. Z czasem na gładkiej powierzchni pojawiają się groźne zarysowania. Nowy kraj, choć nie najgorzej zorganizowany, posiadał istotną wadę- obok władzy ustawodawczej i sądowniczej nie wyrosła władza wykonawcza ani też nie powstała centralna administracja państwowa. Najwyraźniej myślano naiwnie, że ustalone normy oraz orzeczenia sądu w zupełności wystarczą, by w kraju panował porządek. Niestety nie wszyscy byli skorzy do dobrowolnego poddawania się orzeczeniom sądów, toteż strona wygrywająca, nie mająca możliwości prawnego wyegzekwowania wyroku, często odwoływała się do siły. Ta słabość systemu oraz narastające z biegiem lat współzawodnictwo godich o zasięg wpływów przyczyniły się do poważnego osłabienia wspólnoty i naraziło ją na niebezpieczeństwo utraty tak malowniczo zdobytej wolności. Królowie norwescy już od dawna patrzyli na wyspę pożądliwym okiem (to właśnie na tle tej pożądliwości, pod silnymi naciskami Olafa Tryggvasona w roku 1000 wprowadzono pokojowo, można powiedzieć na mocy ustawy, chrześcijaństwo, by odsunąć niebezpieczeństwo bratobójczych walk i widmo upadku) i wszelkie wewnętrzne konflikty były im bardzo na rękę... Lata 1262-64 okazały się przełomowe w dziejach Islandii, wtedy bowiem, na skutek rodowych waśni, które w końcu osiągnęły rozmiary wojny domowej, ten cieszący się od przeszło 300 lat wolnością kraj upadł stając się częścią królestwa Norwegii, by przejść potem (1380) pod panowanie Danii, którego kres nastąpił dopiero w 1944 roku. O ile lata panowania norweskiego upływały pod znakiem wzgl. swobody, to czasy duńskiej dominacji stały się okresem najcięższej próby dla narodu - kraj tracił bowiem coraz bardziej swobodę, by po 1537 r. stać się ofiarą bezwzględnego wyzysku. Odtąd, praktycznie po początki XX w. na wyspie rozgościły się na dobre ekonomiczny zastój i nędza. Do tych nieszczęść swoje trzy grosze dołożyła natura: już w XIII w. katastrofalnie pogorszył się klimat, wzmogła się też aktywność wulkaniczna, ludność dziesiątkowały epidemie; nie bez znaczenia dla obniżenia się poziomu życia była także stopniowa degradacja środowiska. Nie złamało to jednak ducha narodu, pamiętającego przez wieki o czasach świetności swojego kraju. Najsilniejszym spoiwem okazała się literatura, z zamiłowania do której Islandczycy słynęli od zawsze. W świecie skandynawskim uchodzili za urodzonych piewców i opowiadaczy, podziwiano ich poetyckie zdolności oraz żywe zainteresowanie historią, dzięki któremu dawne dzieje owego świata nie utonęły całkowicie w mroku. Z podziwu godnym zapałem przepisywano stare pergaminy, przekazywano kolejnym pokoleniom tradycyjne sagi, uczono się na pamięć wierszy, pielęgnowano język - piękny i, trzeba przyznać, niezwykle trudny, będący właściwie - jeśli idzie o jego strukturę- żywym zabytkiem. (Islandzki {podobnie jak blisko z nim spokrewniony farerski} zachował istotne cechy języka staronorweskiego i spośród dzisiejszych języków germańskich wyróżnia go fakt posiadania pełnej i szalenie skomplikowanej fleksji. Niewiele zmienił się od średniowiecza, choć naturalnie z upływem czasu ogromnie się rozwinął i wzbogacił. Charakteryzuje go niezwykła czystość, gdyż Islandczycy chętnie zastępują obce wyrazy neologizmami).--- Literatura islandzka jest czymś absolutnie wyjątkowym. Jej niebywały rozkwit, jaki przeżyła w dobie średniowiecza uczynił z niej perłę, pełną dzieł nie mających sobie równych w całym ówczesnym świecie: poezja skaldów będąca najbardziej skomplikowanym i najtrudniejszym gatunkiem w dziejach poezji europejskiej, kroniki, dzieła historyczne (wśród nich rzecz tak wspaniała, jak "Heimskringla", którą napisał Snorri Sturluson), pieśni Eddy i nade wszystko sagi rodowe, uwieczniające najdumniejszy okres isl. państwa-świetnie napisane, lakoniczne, surowe, cechujące się doskonałymi dialogami i genialnym rysunkiem postaci i charakterów, wyprzedzające o całe stulecia wiele odkryć współczesnej prozy-ich wpływ na kształtowanie się literatur skandynawskich trudny jest do przecenienia.-- Miłość do literatury i szacunek dla pisarskiego rzemiosła także i dziś stanowią istotny składnik islandzkiej krwi. To wyjaśnia, dlaczego ich piśmiennictwo tak fantastycznie się rozwija. Jego bogactwo zdumiewa, zwłaszcza wtedy, gdy człowiek uświadamia sobie, że jest ono dorobkiem narodu, którego liczebność jest doprawdy znikoma. Muzy najwyraźniej upodobały sobie tę wyspę-duch Islandii okazał się nad wyraz podatnym gruntem. (W żadnym innym kraju nie ma więcej pisarzy per capita).-- W Polsce mało wie się o tej literaturze, bo też i przekłady jej dzieł nie tworzą jakiejś oszałamiającej liczby (znamy najsłynniejsze sagi, możemy sięgać po Eddę poetycką, są też skromne wybory książek tak wybitnych prozaików, jak Gunnar Gunnarsson i Halldór Laxness oraz pojedyncze dzieła innych, nie mniej cennych pisarzy, takich jak np.: Guðmundur Daníelsson, Indriði G. Þorsteinsson, czy z młodszych Einar Kárason i Hallgrímur Helgason). Ale kto wie, może w przyszłości pojawi się więcej rzeczy ze skarbnicy tej rozpisanej i rozpoetyzowanej wyspy.-- Tak, skoro zahaczyłem o owo rozpoetyzowanie - warto wspomnieć o korzeniach tego zjawiska. Gdy w XIV w. złoty czas literatury isl. dożywał swych dni, na plan pierwszy wysunął się nowy gatunek: pieśni epickie rímur, które dominowały aż do końca dziewiętnastego stulecia. Tworzono je na potęgę, układano i śpiewano prawie w każdej zagrodzie. Często nie przedstawiają zbyt wielkiej wartości i nie grzeszą oryginalnością, jednak poprzez to, że ich twórcy sięgali nieraz do wszelkich opowieści, sag, Eddy, okazały się ważnym łącznikiem z dawnymi, wspaniałymi czasami i ich tradycjami. Przez wieki cieszyły się wielką popularnością i stanowiły ulubioną rozrywkę. Pod koniec XIX w. pośród kilkudziesięciotysięcznego wówczas narodu krążyło już blisko 900 cyklów rímur, co dowodzi, jak bardzo zadomowił się tam duch poezji, i dziś hojnie obdarzający ludzi umiejętnością sprawnego wierszowania.-- Ciekawym przykładem takiego obdarowanego, przepełnionego rymami twórcy jest Stephan Stephansson (właśc. Stefán Guðmundur Guðmundsson). Ten niestrudzony poeta przyszedł na świat w 1853 roku w osadzie Kirkjuhóll (Skagafjörður). Pochodził z rodziny chłopskiej. Podzielił los wielu swoich rodaków, którzy wówczas, w drugiej połowie XIX w. masowo ruszali w poszukiwaniu lepszego życia i perspektyw poza granice kraju. W 1873 roku razem z rodzicami wyemigrował do Ameryki Północnej. Był traperem, trzy razy osiedlał się na dziewiczym gruncie jako pionier - najpierw w stanie Wisconsin, później w Płn. Dakocie, wreszcie w 1889 r. w kanadyjskiej prowincji Alberta, w Markerville, gdzie do końca swych dni (1927) wiódł życie farmera. Był samoukiem. Znał języki skandynawskie, angielski, niemiecki. Dużo czytał i pisał, pisał, a właściwie celebrował owo pisanie każdego dnia po pracy w polu w specjalnie przygotowanym do tego celu pokoju. Publikował głównie w Islandii, gdzie uznano go za największego poetę od czasów niezrównanych skaldów. Także w Kanadzie, mimo różnic językowych, spotkał się swego czasu z uznaniem, zdobywając sobie tytuł największego piewcy kanadyjskiej przyrody a nawet poety narodowego. Niestety, choć tak bardzo chwalony, nazywany nawet największym poetą zachodniego świata, nie zdobył oszałamiającej sławy i dziś, praktycznie nie tłumaczony, jest poza Islandią nieznany. Różnie ocenia się jego twórczość. Jedni uważają, że jest mało odkrywcza, niezbyt oryginalna, staromodna. Cokolwiek by jednak mówiono o wartości jego spuścizny, fascynujące jest jedno-wena, która właściwie nigdy nie opuszczała artysty i uczyniła go niesłychanie płodnym. Jego dorobek imponuje swym rozmiarem i zadziwia to, jak bardzo umiejętnie potrafił łączyć ciężką i czasochłonną pracę na farmie z pracą literata. Wszystkie niedziele, deszczowe dni, a nieraz całe noce spędzał przy biurku. Ciągle i ciągle, o każdej porze coś tam w nim szeptało, wierszowało... Wybraniec.

The long autumn night was approaching the day,/ And I in my wakefulness quietly lay./ I stared in the shadows, my mind in a whirl/ Attempting the future to measure./ What would my seventh new decade unfurl,/All sundays of joy and pleasure?

I heard at my doorstep a footstep alight/ As soft as the rustling leaves in the night/ And I knew in an instant that visitor's call,/ Though darkness might seem to confound me:/ No matter whar clattering noise might befall/ I knew her light footstep around me.

But fancy has always been part of her style./ She opened my door which was unlocked the while/ I rose from my pillow with gladness and pride,/ Her visit was such a rare pleasure./ I figured my strings as she came to my side/ With her harp and her crowning treasure.