BRUDNO W PIS Y - ŻYCIE, LITERATURA, MUZYKA, SKANDYNAWIA
Archiwum
counter
RSS
sobota, 20 grudnia 2014
Nieswój

Jeszcze nie tak dawno... Tak, tak, ple, ple ,ple... Przeszło, nie ważne... Nie do odczucia

Teraz kończy się dziwny rok. Czuję się w sobie niekiedy tak jak ktoś eksmitowany z luksusowego mieszkania do baraku.

Święta. Obejdziemy łukiem. Nowy Rok - zbiegniemy na jakiś czas w góry.

 Najchętniej w ogóle poprzestałbym już na gapieniu się na góry... Mam wrażenie, że coraz bardziej głupieję. 

Nieswój jestem. Ale może ze zmianą daty coś mi się odmieni.

Nieswój. O właśnie. Taki wierszyk.

NIESWÓJ

ale się oswoję

nie pierwszy raz

tylko że różne te razy

                        Miron Białoszewski

13:27, kiljan.halldorsson
Link Komentarze (3) »
sobota, 06 grudnia 2014
Przy kontakcie

 Gdzieś tam na fejsbóku zdarzyło mi się przeczytać, że ja tu tak ambitnie... Nie wiem, nie wiem... Jeśli tak, to może kiedyś... Bo teraz... Na nic takiego mi się nie zbiera.

 Na zewnątrz szron, mgła, chłodek drobiazgowo nieprzyjemny. I w sumie nic ciekawego.

 Dzisiaj szósty grudnia. Mikołajki. A ja nie mam nic do dania. Niczego mądrego i ambitnego.

 W nasze życie wplątuje się niekiedy bezradność. Ostatnio na przykład. Wracam do domu. - Jesteś już? Tak wcześnie? - rzuciłem z przedpokoju, widząc światło w łazience. - Cholera. A tak, jestem. - Co tam? - spytałem wydostając się z kurtki. - W pewnym sensie ciągnę druta. - O! Ale dość, jak słyszę, nerwowo. Powinienem być tym zaskoczony? - Chyba tak. Ja sam jestem zaskoczony. - Mogę się przyłączyć? - spytałem wędrując do kuchni z siatą pełną pożywienia. - Będzie mi miło, chociaż nie wiem, czy to coś da. - Co to, lodówka się spieprzyła? Ciemno! - To dobrze. Wyłączyłem gniazdka. - Nie brzmi zachęcająco. - Ja już jestem właściwie zniechęcony... 

 Zajrzałem do łazienki. Istotnie, drut był na wierzchu. A nawet kilka drutów. A na ich końcu wisiało gniazdko. Bo Franiowi wpadło do głowy, żeby zajrzeć do środka, bo, jak stwierdził, gniazdko się grzeje, kiedy jest włączona pralka. - Może coś tam nie bardzo stykało? Pomyślał, że wystarczy tam w środku podokręcać śrubki. Ale śrubki okazały się dokręcone, nic się tam nie poprzypalało... Tylko się coś posypało. Jakaś podkładeczka wpadła do umywalki, i nic się w ogóle kupy nie chciało trzymać. Gniazdko wylazło, ale wleźć już za bardzo nie chciało. I jeszcze w środku jakaś straszliwa plątanina się ukazała, bo ktoś tam kiedyś od gniazdka wyprowadził włącznik do lampki nad umywalką. Lampki bardzo łaskawej, o niebywale uczynnym świetle - zapalasz i lustro mówi ci, żeś najpiękniejszy na świecie. Wygładzająca delikatność, jakaś taka brzoskwinka w barwie, poświata serialowa... Jaki ja jestem młody w swym łazienkowym lustrze!! Bogowie! Cały w puszku pozłacanym!

 Dwa debile... Coś jakby. Zmarszczone czółka, wyszczerzone zęby... Faceci dupowaci i gniazdko... No - na tę uwagę o facetach to fuknąłem... Tylko nie faceci. Ograniczmy się do tego, że jesteśmy chodzącą przyjemnością. Resztą niech się bawią kobiety. Albo, jeśli faceci - to może baby, ta wschodnia specjalność.

 Skończyło się na elektryku. Elektryk był największy na świecie. Nigdy wcześniej nie gościłem w swych progach tak ogromnego mężczyzny. Olbrzym przyjrzał się wypatroszonemu gniazdku, ponaprawiał co trzeba. A, jeszcze go Franio poprosił, żeby obejrzał jeden włącznik do światła, bo kiedyś mu się wydawało, że zalatuje zeń spalenizną... Popatrzyłem na niego i wyraziłem pewien niepokój. W wyłączniku było czysto...

 Chyba nie powinniśmy za wiele patroszyć w naszym otoczeniu... 

 Prąd wrócił do gniazdek i dzięki temu mogłem na przykład zobaczyć coś zadziwiającego... Co mnie szczególnie dziwi? Dziwią mnie sytuacje, w których ludzie absolutnie powinni się śmiać, a tego nie robią... Wejście Putina. Gromki głos, niczym dobywający się ze srogich niebios, zapowiada z namaszczeniem, że zaraz zjawi się Władimir... Otwierają się pozłacane wrota, dwaj żołnierze robią jakieś kretyńskie miny, i oto pojawia się... woskowa laleczka. We wnętrzach przypominających niesmaczną szkatułkę z precjozami zjawia się władca upadłego mocarstwa i idzie do mównicy, by pierdzielić te swoje kocopały. I nikt się nie śmieje! Przecież już w chwili otwarcia się tych wielkich drzwi cała widownia powinna leżeć i wyć ze śmiechu, powinna się tarzać i kwiczeć. Ja wiem naturalnie, że widownia była dobrana starannie, no ale... To przecież taka durnota... Z takich zjawisk należy się śmiać. Śmiech to broń straszliwa... Chciałbym zobaczyć minę tego woskowego typka patrzącego, jak wszyscy z niego rechoczą.

 Różne rzeczy bawią. Czasem nawet straszne... Czytam teraz stare, przykurzone opowiadania Michała Choromańskiego... Trochę rzeczy niepopularnych. Ale i też prawdziwostek małych... Że rajcuje brak oporu... Że błędy są po to, by je popełniać, a nie żeby się na nich uczyć (święta prawda)... Że samowiedza to niekoniecznie droga do jakiejś większej mądrości... Że cudze życie może być czymś najdroższym, co wydaje się całkiem niedorzeczne... Całkiem mnie rozbawiło opowiadanie okropne, o umieraniu na zawał serca. "Śmierć Czesława Kostyńskiego"... Przychodzi pan do pana. I nagle zaczynają się rzeczy niepokojące, a potem przerażające. Gosposia leci po doktora. Długo jej z tym schodzi, bo trochę bałagani na mieście. Dzień jest taki piękny, że aż trudno uwierzyć w złe i śmiertelne wypadki. A pan Czesław się kończy. Zaś jego gość miota się, nie wiedząc w ogóle, co robić. W oczach umierającego jest coś ohydnego i ciemnego. Można zajrzeć w coś niezrozumiałego i strasznego. I nie sposób się nie uśmiechnąć, choćby nerwowo z takich nagłych wypadków, pokazujących dobitnie, jakim kretyństwem jest życie, życie podszyte jakimś straszydłem... Przypominam sobie, jak kiedyś byłem u ojca. Wyszedłem z kibelka i zastałem go nieprzytomnego i charczącego. Nagle wszystko stanęło na głowie. Popłoch, bieganina, telefon, lekarz... Kompletny idiotyzm. 

 Ale aż takich idiotyzmów, takich śmieszności w mikołajkowy wieczór nikomu nie życzę... Niech się wszyscy trzymają ciepło. I niech nikt nie grzebie w gniazdkach bez potrzeby. Bo może dojść do czegoś idiotycznego...

 Czasem mam ochotę przytulić do serca cały świat. Tak bym go przytulał, mocno ściskał, aż zrobiłbym z niego kuleczkę, którą wrzuciłbym następnie do klopa... Ale dziś tylko macham przyjaźnie łapką... :)

15:42, kiljan.halldorsson
Link Komentarze (2) »