BRUDNO W PIS Y - ŻYCIE, LITERATURA, MUZYKA, SKANDYNAWIA
Archiwum
counter
RSS
czwartek, 16 listopada 2006
Pociąg i olbrzym

 Ludzie mówią, że to miłość nakłania ich do uprawiania swoistych zapasów, w efekcie których na świecie pojawiają się małe, ohydne, modrookie stworki przeradzające się z czasem w pięknych zazwyczaj mężczyzn, bądź w groteskowe, choć niekiedy dekoracyjne istoty nazywane u nas dość niepokojąco kobietami. Do takich to pięknych a marzycielskich ustaleń doszło życie, któremu z jakichś powodów przyszło się telepać także w postaci dwunożnych, nieprzesadnie okudłaconych, bezogonowych, gadatliwych, popadających w nastroje, a nawet - w bardzo skrajnych przypadkach - skłonnych do rozmyślań ssaków. Życie sczłowieczałe, ze zmąconym spojrzeniem, unoszące czasem pysk ku gwiazdom, zadziwione, będące dla siebie zagadką, silące się rozpaczliwie na wyjaśnienia, zagubione w pustosłowiu, wierzące, wyniosłe, nazywające siebie świętym i jednocześnie zdolne względem siebie do nieprzytomnych plugastw, szukające wygody i bezpieczeństwa pośród murów, nieokiełznane w swej ekspansywności jak nowotwór. Życie powijane, wiedzione ku fantastycznym celom, umierające i zasypiające w Panu, w odróżnieniu od całej skrzeczącej i pomrukującej reszty, skazanej na posępne żerowanie, ruję i zdychanie.

 Siedzę przy biurku i z pewną wprawą przebiegam po klawiaturze palcami zdobiącymi moje wykwintne, delikatne dłonie, które nigdy nie splamiły się ciężką pracą (za co jestem im wdzięczny i co wynagradzam im codzienną pielęgnacją i klejnotami, bo w końcu skłonność do próżnowania zasługuje wyłącznie na pieszczotę i szlachetny połysk). Piszę sobie głupoty. Jakie to ludzkie! Jestem człowiekiem! Takie odkrycie! Wprawdzie nie przekraczam swym poziomem orangutana - ale to nic. Mówi się trudno. Inaczej nigdy nie będzie. Ale korzystam z toalety, posługuję się telefonem komórkowym, mam płaskie paznokcie, nie ma więc wątpliwości, że na świat przywiodła mnie miłość, miłość co prawda bardzo nietrwała, przemieniona już dawno w obojętność uwieńczoną rozwodem, co jednak niezbyt mnie martwi, bowiem obok tak efemerycznych zjawisk są także solidniejsze, solidniejsze rodzaje miłości, zawsze się gdzieś objawiające (np. jakiś czas temu na oddziale onkologicznym dowiedziałem się od natrętnego księdza, że wszystkie leżące tam kłębki cierpienia obdarowane są Bożą miłością [ach, jaki ten ksiądz był radosny i zdrowy, wypełniony ponadto osobliwą filozofią, dzięki której radził sobie cudownie z cudzą męką]), tak więc nie ma obawy. Miłość roztacza nad nami swe ramiona, przytula nas do siebie, choć czasem robi to z delikatnością nosorożca.

CDN

15:10, kiljan.halldorsson
Link Komentarze (1) »
środa, 15 listopada 2006
Raz, dwa. Raz, dwa, trzy...
 Świat zachorował na gadulstwo. Kto żyw spieszy dziś zakomunikować innym coś, co sam uważa za doniosłe, ważne, interesujące... Żywię przekonanie, że nie mam w zasadzie nic do powiedzenia, ale najwyraźniej, skoro przyłączam się do chóru, jest ono dość słabej mocy. W końcu człowiek zawsze woli widzieć siebie w cieplejszych i jaśniejszych barwach. Niech więc zatryumfują złudzeniua! Po co roztrząsać, czy ta cała "radosna twórczość", która tutaj się rozwinie, będzie miała jakiś sens, czy nie... Niech będzie - jeśli już koniecznie trzeba sobie uzasadniać podejmowane decyzje - że powoduje mną ciekawość. Widocznie jest tak, że każdy, lub prawie każdy potrzebuje dodatkowego lustra, by móc się w nim możliwie najdokładniej przejrzeć... Może jest to dobry pomysł? I może nawet ktoś zechce tracić swój cenny czas?
20:05, kiljan.halldorsson
Link Komentarze (1) »
1 ... 96 , 97 , 98