Menu

Kiljan Halldórsson

BRUDNO W PIS Y -ŻYCIE, LITERATURA, MUZYKA, SKANDYNAWIA

Powiada kanonik z Oxfordu

kiljan.halldorsson

Był sobie kiedyś duchowny anglikański, kanonik w Oxfordzie, dawno temu, w wieku XVII, co się szalenie melancholią interesował. Nazywał się Robert Burton i stworzył coś na kształt encyklopedii melancholii...

Na nagrobku jego stoi:

Paucis notus, paucioribus ignotus

Hic iacet Democritus Junior

Qui vitam dedit et mortem

Melancholia

Demokryt Junior - także melancholik.

Burton powiadał, że człowiek jest najnieszczęśliwszą istotą na ziemi, a to z powodu pierworodnego grzechu, który jest pierwszą przyczyną depresji. To smutne przekleństwo ciąży na wszystkich ludziach. Ale różne oblicze ma ta straszliwa choroba. Kto ma rozsądek, potrafi uchronić się przed przyrodzoną melancholią, choć tak naprawdę nigdy nie pozostanie od niej wolny, bo w życiu przykrości są nieuchronne... Ułomna, śmiertelna natura!

Wpadłem znów w czeluść smutku, z nadzieją jednak, że rozumność przywróci mnie do równowagi... W obliczu cierpień świata to drobiazg, bo to tylko śmierć psa, która jednak strąciła mnie w skowyty rozpaczy... Ostatnie małe ogniwko łączące mnie z dawnym życiem prysnęło... Po walce raczej niedorzecznej i kosztownej... Starałem się zrobić wszystko, a i tak mam okropne poczucie winy, jak zwykle... O, durne a kłujące myśli, że może gdyby inaczej, gdyby tak, gdyby siak... Spodziewałem się tego, a jednak nie byłem aż tak gotów... Nawet nie zauważyłem, że było tego roku jakieś lato. Czuję się tak, jak bym stracił najlepszego kumpla... Był niemal jak mój cień; wierny przybłęda - przylepek...

Nie wiem, czy jeszcze zdecyduję się na jakieś zwierzę... Powinienem być zahartowany, ale im jestem starszy, tym bardziej przeraża mnie życie... Nie rozumiem, dlaczego tak wiele istot w moim otoczeniu umarło w męczarniach, na jakieś nieprawdopodobne dziwactwa... Jestem porażony tego rodzaju zjawiskowością, tym fajerwerkiem zła, jaki nęka mnie od kilkunastu lat.

Mogłem się do niczego nie przywiązywać... Kiedyś tak żyłem... Ale chciałem czegoś innego...

Dziś ostatnia pamiątka żywa uchwyconego kiedyś szczęścia też już jest przeszłością...

Wpadłem w XXI wiek z istną lawiną śmierci... Boleśnie oswobodzony... No, jest jeszcze coraz bardziej bezradny ojciec - kolejna dziwaczność, zlepek cierpień, złości, niejasności. - Kto to w ogóle jest?

Droga w tę marę była prosta i stroma - z górki na pazurki... Może wkrótce coś wspomnę o drodze... Aż mnie znów ciągnie, żeby się tam zadumać...

Kiedyś słyszałem jakiś wywiad z Hanną Bakułą, która powiedziała, że nie zna bardziej wolnej osoby od siebie - żadnej rodziny na karku, żadnych zwierząt... Ot - recepta na wolność... I na brak złych wpływów, działania jakiejś klątwy - choć Franek mówi, że się nie boi...

Hm - tak trzeba się jakoś wkleić w drobiazgi. Dobrze radzi wspomniany Burton - drap się tam, gdzie cię swędzi. Daj se ulgę. Pracuj, przez zajęcie uniknij melancholii...

Daj wyraz swemu smutkowi, a stanie ci się drogi, powiadał Oscar Wilde...

Nie ma nic słodszego... nic bardziej przeklętego... nic smutniejszego jak melancholia, powiada znów Robert Burton...

Jak już się nie można uwolnić, niech smutek będzie jak najsłodszy, najdroższy...

Samotność

kiljan.halldorsson

Samotność? Gdyby można w nią uciec... Czasem, nie kryję, chciałbym w nią uciec, ale tam zaraz, za zakrętem - duchy... Ludno, zawsze ludno, i nie wiadomo, co lepsze... To, co tu, czy to, co z mgły i nocnych tchnień?...

Przypomina mi się rycerz Antonius Block z filmu "Siódma pieczęć" Ingmara Bergmana, który to w rozmowie ze Śmiercią wyznaje: "Obojętność wobec przyjaciół sprawiła, że żyję teraz w samotności pośród zjaw. Zostałem więźniem moich snów i wyobrażeń".

Tak, koresponduje to z rozdziałem "Pseudocommunity" z książki Antoniego Kępińskiego "Schizofrenia"... "Człowiek jest tak bardzo istotą społeczną, że nigdy nie może być samotny. Gdy jest sam, jego marzenia wypełniają się różnymi postaciami prawdziwymi i fikcyjnymi, bliskimi i dalekimi, sympatycznymi i antypatycznymi. Nawet w marzeniach sennych przeżywane obrazy zapełnione są różnego rodzaju ludźmi".

Słowem, zawsze jakaś obecność... Albo żywa nieobecność... I z czasem coraz gęściej... Nie ma ucieczki w pustki i spokoje, bo tam zawsze coś, ktoś jest...

Uroczo i prosto - o, dzięki ci, prosta poezjo - napisała o tym jedna z moich ukochanych poetek z Islandii, Vilborg Dagbjartsdóttir: -

Vilborg Dagbjartsdóttir

"Samotność"

Nocny wiatr zmarszczył

zasłonę w oknie, śląc

jakiś delikatny zapach

  Osobliwy spokój

  przepełniony skrytą obecnością

  - czyżby to jakieś kroki?

Mój fotel bujany

w kącie w półmroku

kołysze się leciutko - pusty

                  przełożył z islandzkiego Kiljan Halldórsson

                        

Fame

kiljan.halldorsson

Idę , jak widać, na łatwiznę... Ach, ale mam tak przykry czas, że się gadać nie chce... Ale że musiałem poślęczeć trochę nad robotą, no to i tak sobie, w przerwach, zaglądam tam i tu... No i tak zajrzałem... Ktoś mi ostatnio powiedział, że George Michael fajnie zaśpiewał "Fame". Faktycznie. Jakoś nigdy wcześniej tego nie słyszałem. I jestem absolutnie zaskoczony...

To niech będzie taki kącik coverów.:)

Jakoś nie umiałem uczcić tu Georege'a Michaela. To w sumie daleka przeszłość, jakieś szczeniackie słuchania potajemne, żeby się koledzy nie śmiali. :)))) Jeszcze na kaseciaku, o dziwo czynnym, mogę posłuchać "Make It Big" Wham!, gdzieś tam się plącze płytka "Faith", ale to w zasadzie wszystko... Garść słodkich wspomnień ze słodko - gorzkich lat osiemdziesiątych...

Teraz pokochałem George'a... Wspaniały cover. "Fame" Twórcy: David Bowie, Carlos Alomar, John Lennon... Wykonanie: George Michael...

Z jótjóbowych komentarzy: "They died in the same year. David and George. Fuck me"; "Funky as fuck"...

Głosy umarłych - do licha...

George>>

Nico. "Heroes"

kiljan.halldorsson

To teraz to książkowe znalezisko, wypadzisko... Kiedyś tam, przed laty wydane "Hokus Pokus" Vonneguta. Franek sięgnął po tę pozycję z ciekawości... Do licha, chyba nawet tego nie zdążyłem przeczytać, choć lata minęły... Między kartki wetknięta jeszcze starsza rzecz - jakież to osobliwości nie służą za zakładki - liście, banknoty, papierki urwane, wycinki... Z "Hokus Pokus" wyleciał nekrolog Nico... - Popatrz, Miśku!... 1988... Na Ibizie jechała po jakieś jaranko, na rowerze - i nagle trach... Aż się wzruszyłem - prawie trzydzieści lat. Z jakichś powodów zachowałem wycinek z jakiegoś chyba "Non stopu"... Hm - jak Nico, to oczywiście Velvet Underground, Lou Reed, Andy Warhol... Pamiętamy słynną okładkę z bananem... Nico to też David Bowie... Nie wiem, kiedy się poznali, w każdym razie Nico była w 1973 roku częstą gościnią w podparyskim Château d'Hérouville, w czasie, gdy David Bowie nagrywał tam przeuroczą płytę "Pin-Ups", tę fantastyczną pożegnalną nutę ze swym zespołem Spiders from Mars... Bowie wspominał ten czas jako coś magicznego, pięknego... Słuchać to zresztą w muzyce, i w śpiewie - "Pin-Ups" to bodaj najlepiej zaśpiewana płyta Davida!:)

Nico fascynowała Davida... Kilka lat potem strasznie chciał, żeby artystka zaśpiewała jego utwór "Heroes"... "Heroes" - tak, właściwie obowiązkowo wzięci w cudzysłów... Tak winno być, zawsze...

Dziwna, elektryczna, kontrowersyjna heroinowa dama... Rusza mnie... To był album "Drama of Exile" W dobrych dźwiękach epoki... Na płycie jest też kawałek Lou Reeda "I'm Waiting for the Man", znany już z krążka z bananem Warhola... Często tego słucham, w wykonaniu Davida, z koncertowej płyty "Live Nassau Coliseum'76"...

Fantastyczne czasy, wspaniali artyści. Wszyscy, cholera, już nie żyją...

Takie małe wspomnienie dziś, co wypadło z "Hokus Pokus"...

A teraz już Nico...

 

Korzystanie z życia

kiljan.halldorsson

(...) På den tid var det Svens sædvane om vinteren at opholde sig hjemme på Gåreksø hvor han til stadighed holdt firsindstyve karle på sin bekostning. Han havde en drikkehal der var så stor at det ikke på Orknøerne var nogen anden lige så stor.

                                    z "Orknøboernes saga" wg Ægidiusa

I tak płynie sobie czas, ciężki trochę, smutny, z ledwie dostrzeżonym latem w tle...

Jak tylko mogę, osładzam czas baśnią i starodawnością... Islandzkie opowiastki o duchach; nieśmiertelny Andersen (ach, te Mannowskie iście klimaty "Małej syrenki" i "Ołowianego żołnierzyka"!!!); do tego sagi... Tak, trzeba dorosnąć do pewnej refleksyjności, by wejść w ten świat... Taaa - jasne, Skandynawia górą... :)

Przy jednej okazji przyszło zastanowienie czy sam z życia skorzystałem? To w sumie dobre pytanie dla kogoś, kogo musnęła już ta cała smuga cienia...:) Zrazu przyszła odpowiedź twierdząca, no bo przecież miałem dość przyjemności, zwiedziłem wiele krajów, i jest ktoś, w kim wzbudzam miłe uczucia... To dużo... Ale zaraz zjawia się coś innego, co szepcze mi szpetnie, że to raczej życie skorzystało ze mnie, by się na mnie brutalnie przejechać jak na chabecie jakiejś lichej... Tak, prawda leży tam, gdzie leży, w tym wypadku jakby pośrodku, ale jednak pewien wiking skłonił mnie do powątpiewania w ten cały środek... Oj, tę prawdę wypada przesunąć w kierunku niekorzystnym.:)

Firsindstyve... Uroczy staroświecki liczebnik: cztery dwudziestki, ergo osiemdziesiąt. Tyle chłopa miał na utrzymaniu jeden z bohaterów Sagi o Orkadach... No cóż - Franek stwierdził, że w lichych żyjemy czasach... No nie ma szans ani na wyspę do pijatyk, ani na tak liczne a wierne towarzystwo... Późne to już były czasy, epoka ostatnich wikingów, wśród których wzorcową postacią był Sveinn Ásleifarson (1115 - 1171)... Facet utrzymywał osiemdziesięciu rozbójników, siał z nimi zboże, potem jechał z nimi na wiosenną rozpierduchę, wracał na żniwa, po czym brał chłopaków na jesienną rozpierduchę i po kolejną porcję łupów. A jak przychodziła zima, całe to obłowione chłopstwo oddawało się heroicznemu chlaniu w największej na Orkadach pijalni napojów wyskokowych...

Sveinn - rabuś, rozbójnik, pirat w starym stylu; warchoł wikłający się też uciesznie w politykę, w tym całym kotle dwunastowiecznej orkadzkiej wojny domowej, wojny trzech jarlów, popierający po kolei wszystkich uczestników awantury, sprzymierzony ostatecznie z Rögnvaldem, po którym pozostał wspaniały kościół św. Magnusa, który do dziś cieszy oko swą zaskakującą potęgą w małym orkadzkim Kirkwall, otoczony nastrojowym cmentarzem (aż by się chciało tam poleżeć, doprawdy)...

Sveinn w końcu z polityki wojowniczej się wycofał, ale do starości pozostał zbójem - wikingiem. Weteran nie mógł się obejść bez wypraw. Jeszcze mu postało w głowie jedno łupieskie rififi - ruszył na Dublin, tam jednak czekała nań pułapka... Uparcie szukał guza, a skoro szukał...

Bardzo mi się ten zbój spodobał. To sianie i rabowanie z chłopami. I ta jego imprezownia, ta drikkehal dla wyszkolonych towarzyszy...

Co powiedzieć - zaimponował mi jeden z ostatnich wikingów, i wypada tylko stwierdzić z westchnieniem, że dawno już minął taki dobry czas... W świetle imprezowni na Orkadach przyznać muszę, że aż tak bardzo z życia nie skorzystałem i zapewne nie skorzystam... A niech mnie diabli - chciałbym mieć na utrzymaniu 80 zbójów. Chlać z nimi, siać i rabować... :))

Heroes

kiljan.halldorsson

 Miałem ostatnio takie znalezisko książkowe, które mi przywiało myśl o nieśmiertelnej piosence Davida... Ale dziś... Lemmy, David - co odeszli w sąsiednich miesiącach... Dobra - teraz to, a następnym razem książkowe znalezisko...

 Nie bardzo lubię, gdy inni śpiewają i grają Davida, ale jeśli nie gwałcą materiału, to jest OK! Robert Fripp dał kiedyś żelazne ramy temu numerowi, i lepiej nie wychodzić za daleko, lepiej być blisko doskonałości, prostej doskonałości... Motörhead. Lemmy. David Bowie. Heroes... Tego mi trzeba na dziś. I niech wam się przyda...

 

Cornelis

kiljan.halldorsson

Tak wypada znowu muzycznie. Może i lepiej, bo co tam gadać... Jutro Cornelis Vreeswijk skończyłby 80 lat... Tak długo jednak bard nie pożył, bo i w tym roku minie 30 rocznica jego śmierci... Szwedzki pieśniarz o niderlandzkim pochodzeniu... Oryginalny, ale także odtwórca mistrzowskich rzeczy Bellmana czy Taubego... Się kręci łezka... Ta pieśń przypomina mi jeszcze nie tak dawne czasy, kiedy uważałem, że chodzenie do kina ma sens... "Aberdeen" - piękny film Hansa Pettera Molanda, o tym, że zawsze można dojrzeć, z cudną muzyką Preisnera... Ale na końcu akurat nie Preisner zabrzmiał, a szwedzko - niderlandzki bard, bardzo też popularny w Norwegii... Końcowa scena ze wspomnianego filmu...

To tak wspomnieniowo, pod ten księżyc sierpniowy, co tak mnie już zawsze wzruszać będzie... Małe moje skandynawskie wzruszenia... Księżyc, on, ona, on stary, ona coś jakby trochę zbyt młoda...

 

 

Muzowulkanizm

kiljan.halldorsson

 Smutny mam czas... W ojczyźnie głupio... Władze mnie brzydzą, społeczność świeczkowa śmieszy... Durnie, durnie, durnie!!!

 A prywatne sprawy oddalają mnie od kaczodudokodoijakichtamjeszczegłupociznoidiotyzmów... Pies mi się pochorował na stare lata, czeka nas operacja, teraz śmigamy po mieście od vetspecjalisty do vetspecjalisty... Hojnie sypię pieniędzmi... Pani psia kardiolog powiedziała dziś memu psiakowi, że ma wspaniałego pana. Ale co to zmienia... Widziałem dziś na tablecie serce mojego psa. To stare serce, z typowymi zmianami, trochę w sobie nieszczelne, ale jak na czternastolatka wcale niezłe... Dziś było robione echo serca. Mnie samemu serce pękało, bo psiak płakał straszliwie leżąc na boku na stole z dziurą. On tak nie lubi być zmuszany do leżenia... Potem był tak wściekły, że obszczekał wszystkie napotkane czworonożne stwory i wydudlał gniewnie całą michę wody w poczekalni, gdy odbierałem wyniki badań... Przed nami jeszcze cała przeprawa... Bardzo mnie to martwi. Wszystko przez jakiegoś paskudnego raka w oku. Jeszcze tego nie przerabiałem...

No dobra, ale uprzyjemnijmy sobie trochę ten niemiły czas... Wyspy dwie, dwa rodzaje gorącości... "Okkar menn í Havana" Nasi - no, moi na pewno... Kuba - wyspa jak wulkan gorąca. I Islandia - wyspa wulkan, wyspa na ogniu, ale z kontrastującym chłodem. Różne przyprawy w muzycznej zupie smakowitej... Lubię to. Dwie wyspy się spotkały. Dwa urocze drobiazgi z atlantyckiej otchłani. Kuba - Islandia... Śpiewa Sigurður Guðmundsson:

Æventyrland

kiljan.halldorsson

Czyli kraina przygody. To tak od Knuta Hamsuna, który powędrował kiedyś na wchód, między innymi do Gruzji, czego owocem stał się potem tom impresji i wspomnień pod takim właśnie tytułem, a także dramat erotyczny "Dronning Tamara"... Norwegia - Gruzja, Gruzja - Norwegia... Dalekie to od siebie strony, a jednocześnie bliskie... Hamsun, a także Dagny Juel, której polska przygoda znalazła swe tragiczne zakończenie w dzisiejszym Tbilisi... Kompozytor norweski Henning Sommerro też zawędrował do Gruzji, nią się zechciał zainspirować, wędrując śladami Knuta Hamsuna oraz właśnie Dagny, której 150 urodziny obchodzimy w tym roku... Kraina baśni i tragicznych, choć też i baśniowych rozwiązań... Sommerro w odwiedzinach w Gruzji, w Gruzji, z której z kolei do Norwegii zawędrował skrzypek Aleksandre Khatiskatsi, który nauki gry pobierał w rodzinnym Tbilisi oraz w Oslo... W Oslo postanowił zostać, i przyłączyć się do tamtejszych filharmoników...

Knut Hamsun, Dagny Juel, Henning Sommerro, Aleksandre Khatiskatsi... Norwegia, Gruzja, Gruzja, Norwegia... Dalecy - bliscy, czarodziejscy... Wpleceni w muzykę, w ten zrozumiały dla wszystkich język.

Czy uda się kogoś zatrzymać na dłużej? : -) Koncert Henninga Sommerro. Solista - Aleksandre Khatiskatsi...

 

Chilcott

kiljan.halldorsson

Kształty, linie, które dają krajobrazy - a do tego, jako tworzywo na usługach artysty, co tam może być pod ręką, z którą się idzie, pustą, do natury... Ach, ta natura - mam coraz bardziej mieszane uczucia, coraz bardziej, cóż jednak pozostaje, temu czemuś, co się gnieździ w tych kiszkach bulgoczących i w tym mózgu wrzącym nieustannie... Ileż to rzeczy ma ten mózg do wykorzystania, przy użyciu rąk, co przychodzą puste... Kamienie, pniaki, gałęzie, kości, mchy, trawy, paprocie, kwiaty... Bezlik tworzywa... Po wspomnianej wcześniej wystawie, w Klaustur - nowa... Karl Chilcott... Szwecja, Islandia, Szwajcaria, Holandia, Dania, Kanada... ze swymi użytecznymi dla artysty różnościami... Podłubać, poukładać, sfotografować... Może być tu ładnie i intrygująco... Człowiek tworzy, z Naturą.

Zapraszam:

Karl Chilcott

© Kiljan Halldórsson
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci